Ferrari 488 GTB - panowie, przegięliśmy z tym liftingiem!

Prawdą jest, że pierwsze wrażenie wizualne ma wpływ na późniejszą ocenę sytuacji. Kiedy zobaczyłem pierwszy raz z przodu Ferrari 488 GTB pomyślałem sobie, że coś jest nie tak - w końcu widzę 458 z innym zderzakiem ale potem zagłębiłem się w temat. Przegięli z tym liftingiem.


Do rzeczy — Ferrari 458 Italia ma już 6 lat, to często jest pełen cykl życia produktu, znaczy się samochodu. Motoryzacja ewoluuje i tak jak kiedyś, w tych "lepszych czasach" normą była produkcja samochodu przez 10 i więcej lat, dzisiaj daną generację modelu produkuje się 5–6 lat a po drodze robi się jeszcze lifting. Zauważyłem, że auta nie zdążają mi się nawet opatrzyć. Italia przez 6 lat nie zmieniła się wcale, nie licząc wersji Speciale, która po prostu była ostrzej doprawioną Italią. Zwykle po takim czasie przychodzi kolej na nowy model i tu zaczynają się schody. O ile 458 Italia zastępując F430 wniosła zupełnie nową stylistykę, o tyle 488 GTB jest głęboką modernizacją, podobno pozwalającą na mówienie o nowym modelu. Zasadniczo stylistyka tego segmentu Ferrari od wielu lat ewoluuje, i nie przechodzi drastycznych ewolucji, jednakże zwykle były to zmiany bardzo zauważalne a 488 GTB ma wręcz identyczne światła i "wyraz twarzy" z 458. W Ferrari zdecydowanie mówią o nowym modelu, chociaż jak sami twierdzą ma on wiele wspólnych części z Italią, sam już nie wiem jak to rozpatrywać czuję trochę odgrzewanego kotleta. Napiszcie w komentarzach co myślicie i co wiecie, bo przecież nie muszę wiedzieć wszystkiego.

Największą zmianą jak wiadomo jest silnik. Silnik, który ma turbinę a nawet dwie i poniżej 4 l pojemności. Spodziewałem się fali hejtu, żali, kołatania zębów, zgrzytów i złości ale poza kilkoma przypadkami raczej wszyscy podchodzą do sprawy zdroworozsądkowo. Nikt nie chce być przecież hipokrytą i krzyczeć o F40 jako najlepszym samochodzie z pod znaku czarnego konia a potem tak samo mocno krzyczeć, że co to ma być — turbo w Ferrari. Generalnie nie mam nic przeciwko zaturbianiu silników. Kiedyś była to domena aut tuningowanych i diesli. Turbosprężarki montowali szybcy i wściekli polskich dróg i poza turbo dziurą wielkości słońca mieli dużo frajdy z jazdy. Potem w ramach biadolenia eko-oszołomów koncerny motoryzacyjne sięgnęły po doładowanie do swoich małych aut z silnikami benzynowymi (wcześniej do diesli, ale to pomińmy). Zaczęły tworzyć się jednostki o pojemności 1 litra i mocy 125 albo i więcej koni. Wszyscy zadają pytania o trwałość i niezawodność, słusznie, choć to auta, które mają robić wielkie przebiegi i nie mają nic wspólnego z Ferrari. Włosi wsadzili do 488 GTB praktycznie ten sam silnik co do niesamowicie urodziwej Californi T i byli do tego niejako zmuszeni, bo konkurencja nie śpi i trzeba było jakoś podebrać klientów świetnie sprzedającemu się McLarenowi z jego 650S przy okazji łechtając podbródki eko-oszołomom. Moim zdaniem nie ma w tym absolutnie nic złego. W końcu turbo w służbie osiągom zawsze jest mile widziane a efektem ubocznym jest obniżenie spalania. Pewnie mało którego klienta to obchodzi ale ucywilizowanie spalania to zawsze dobry skutek, nawet w Ferrari. Nie podoba mi się tylko niekonsekwencja tej marki. Wsadzili do niego turbo ale komputerowo obniżają moment obrotowy, który jest dostępny tylko na najwyższych biegach i w ogóle silnik ma naśladować zachowanie się silnika wolnossącego. Tylko po co? Czy nie lepiej podkreślić zalety turbo i spowodować, że auto będzie dysponowało wszystkim co ma do zaoferowania jak najwcześniej? To trochę bez sensu.

Marka Ferrari sama w sobie jest jakąś komuną. Różne wymogi stawiane przyszłym klientom przy zakupie ich samochodów są co najmniej śmieszne. Ktoś jest obrzydliwie bogaty i nie może kupić sobie LaFerrari bo nie miał w swej karierze 6 aut tej marki. Do tego dochodzi zakaz udostępniania LaFerrari do testów w magazynie TopGear

i jakieś grzmienie o konsekwencjach dla tego, który udostępni. Do tego dochodzi głośna sprawa Purrari z zeszłorocznego Gumballa 3000. Wyjść z pozwem wobec swojego klienta za to, że zrobi ze swoim samochodem to co sobie chciał? To się nie godzi. Żadna inna marka nie robi takich akcji, Porsche 918 czy McLarena P1 może kupić każdy i robić z nim co chce. Ferrari zrobiło też FXX K, które można kupić mając trylion innych czerwonych aut i jeździć nim wtedy kiedy szanowna firma Ci na to pozwoli. Myślę, że sama polityka marki może okazać się powodem zmniejszenia zaangażowania chociaż są na świecie ludzie, którzy lubią mieć poczucie, że "byle kto" takiego samochodu nie kupi, tylko nie wiadomo czy lubią mieć poczucie, że nie mogą robić ze swoim autem czego chcą i jak chcą. Może bogaci myślą inaczej albo Włosi z Ferrari to komuniści.

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Blogi:

Wiecie komu jest potrzebny Manor w tegorocznym sezonie Formuły 1? Mazda 6 - sztuka na kołach Fiat Punto II - wybór z rozsądku? Volvo XC90 - hit do potęgi n-tej? Mercedes E270 CDI W211 - kilkuletni luksus na kołach Z pamiętnika posiadacza: Daihatsu Sirion BMW X6 M - ni pies, ni wydra? Alfa Romeo 4C - najlepsza droga? Państwowe samochody i przejścia dla idiotów Szpachla, szpachla i jeszcze raz szpachla Fiat 500 Most na KAC-u Dlaczego Sébastien Loeb wystartował w Monte Carlo i jak długo potrwa dominacja Volkswagena? Maciek testuje - Mazda 3 2.0 Sky-G SkyPassion Rewolucja bez rozgłosu Mercedes-Benz W109 300 SEL 1971 10 najważniejszych pytań o sezon 2015 Formuły 1 Maciek testuje - Škoda Fabia III Szybki Kubica i zbyt wiele szumu wokół niego Turbodoładowany czy wolnossący - oto jest pytanie Maciek testuje - nowy Opel Corsa KAC - Na pohybel Niemcom Autonostalgia Classic Gala Warszawa Kupić samochód za rozsądną cenę - finał

Popularne w tym tygodniu:

Audi A3 Sportback 1.4 TFSI e-tron – test [wideo] Mercedes-Benz Citan Tourer 112 AT – test [wideo] Peugeot 308 1.2 PureTech 130KM EAT6 Allure – test [wideo] Volkswagen Golf Variant (FL) 2.0 TDI 150 KM Highline – test [wideo]