Subaru WRX STi - ostatni samuraj

Pisałem tu już kiedyś kilka swoich przemyśleń odnośnie WRX STi, jednak teraz zderzyły się one z rzeczywistością, która okazała się wręcz fenomenalna i zapierająca dech w piersiach. Wczorajszy dzień przyniósł mi wiele wrażeń. Marka Subaru jest marką ewidentnie niszową, choć usilnie próbuje się przebić w rynku i zwiększyć swoje obroty. Mają SUV-a z prawdziwego zdarzenia - to już coś. Mają też WRX STi czyli ostatniego samuraja, samochód bardziej bezkonkurencyjny na rynku niż BRZ, które notabene nie cieszy się zainteresowaniem klientów. Ciężko go więc porównać z innymi konkurentami, bo ścisłej konkurencji brak.

Jednak nie porównania są najważniejsze. Najważniejsze jest to co i za ile daje nam Subaru WRX STI (naprawdę szkoda tej nazwy Impreza). O tym za ile, pozwolę sobie po gentlemańsku wspomnieć na końcu, w przypadku Subaru najważniejsze jest "co".

Subaru WRX STI już od pierwszego spojrzenia robi piorunujące wrażenie. Choć względem poprzedników wygląd tego auta jest ugrzeczniony. Nie ma już złotych felg w standardzie a ikoniczny wielki spoiler jest dostępny jako wyposażenie dodatkowe. Wlot powietrza na masce to teraz po prostu wlot, a nie jak kiedyś — wielki komin. Poza tym taki wlot ma nawet Levorg 1.6, więc szału nie ma. Moim zdaniem to słabe posunięcie by pozbawiać ikonę jej atrybutów. Jednak natura, nawet ta motoryzacyjna nie lubi pustych przestrzeni i teraz to nowy Civic Type-R broni swoim wielkim spoilerem honoru Japończyków. Mimo wszystko Subaru WRX STI z zewnątrz wygląda bardzo dobrze i stylowo. Rozwiązanie zagadki tego wizualnego "ugrzecznienia" może być jednak banalne. Wielu mężczyzn chciałoby mieć przecież takie auto w garażu, jest jednak problem — niektórzy faceci mają okropne żony, są pod ich pantoflem i generalnie muszą się dostosować do wymagań kobiety życia — nie pytajcie skąd to wiem. Rozwiązaniem jest właśnie takie — WRX STI. Wielki spoiler i złote felgi oraz komin na masce zbyt szybko zdradziłyby męża i jego tajemnicę, a tak? Żona uśmiechnięta bo miejsca sporo zadowolona z rosądku męża i ciche dni poprzedzone małżeńską burzą przechodzą bokiem. Przynajmniej do czasu odpalenia silnika, chociaż w tym to nawet żona się zakocha!

Po otwarciu drzwi na myśl przychodzą dwa słowa — przyjemnie i rasowo, choć wielu malkontentów będzie pewnie narzekało na użyte materiały. Ja jednak się do nich nie zaliczam. Skórzana tapicerka świetnie wyprofilowanych siedzeń aż się prosi o to by stać się materiałową — skóra nie pasuje do charakteru auta. Po co komu głęboki, sportowy fotel, skoro ślizga się na skórzanym poszyciu? Chyba, że chodzi tu o efekt zasłony dymnej przed nerwową małżonką o czym pisałem wcześniej. Jednak tapicerka to jedynie kwestia konfiguracji. Poza tym to czego się dotyka jest bardzo przyjemne w dotyku i aż się chce dotykać tego auta. Na pewno w oczy rzuca się ekran główny systemu multimedialnego, który jest jak dokupowana w sklepie stacja multimedialna 2 DIN. Dziwne — w czasach idealnie wpasowanych w deskę rozdzielczą systemów jest to pewnym oderwaniem od rzeczywistości. Jednakże na szczycie deski rozdzielczej widnieje kolejny, tym razem dopasowany ekran, który wyświetla wskazania klimatyzacji i inne funkcje komputera jak np. ciśnienie doładowania. Jest jeszcze trzeci ekran, między zegarami, kolorowy i równie wielofunkcyjny. Ma jedną zaletę — pokazuje cyfrowo prędkość. Mimo, że standardowy analogowy prędkościomierz o czerwonym podświetleniu robi bardzo przyjemne, sportowe wrażenie, to jest trochę nieczytelny, w przeciwieństwie do obrotomierza. Ogólnie wnętrze oceniam in plus. Jeśli komuś na tym zależy to wspomnę, że z tyłu miejsca jest wystarczająco i można szaleć w 5 osób na pokładzie.

Teraz najważniejsze — jazda! Przyznam, że miałem problemy by od razu wczuć się wszystkimi zmysłami w to auto. WRX STI trzeba się troszkę nauczyć i poświęcić chwilę na złapanie więzi z maszyną. Być może to tylko moje wrażenie po przeskoku z codzienności w słabowitym aucie segmentu B do takiego cudu techniki. Samochód jest niesamowicie żywy. Dzisiaj moc 300 KM nie imponuje nikomu, przynajmniej na papierze. Normą są samochody 500–600 konne, jednak WRX STI to nie tylko moc — to prowadzenie, to niebywałe osiągi nie tylko na prostej. Subaru to zdecydowanie samochód dla kierowcy. Oczywiście można zjeżyć włosy na głowie pasażerowi, który będzie się równie dobrze bawił, ale w nim głównie chodzi o uśmiech na twarzy kierowcy. Japoński pocisk prowadzi się pewnie, nawet w najłagodniejszym trybie ustawień, które to można wybrać sobie pokrętłem obok dźwigni skrzyni biegów i (na szczęście) tradycyjnego "ręcznego". Jednak po przełączeniu w najostrzejszy tryb samochód na prawdę przenosi w inny wymiar. Błyskawiczne reakcje na gaz, błyskawiczne reakcje na ruchy nadgarstkami przy kierownicy — istny miecz samuraja. Kierownica sama w sobie pracuje z wyraźnym, przyjemnym oporem. O istnieniu wspomagania dowiadujemy się dopiero na parkingu, co jest niebywałą zaletą. Zmiana biegów jest bardzo przyjemna, drążek skrzyni chodzi z bardzo przyjemnym oporem i ma krótki skok co pozwala na bardzo dynamiczną zmianę biegów. Ogólnie jadąc tym samochodem po chwili wczucia miałem wrażenie, że jest uszyty dla mnie i gdybym mógł mieć go na zawsze to z pewnością uzyskałbym pełną jedność na linii człowiek — maszyna. Zawieszenie w tym samochodzie jest twarde, ale nie tak jak beton. Na dziurach nie wypadały mi plomby, a mój chory kręgosłup nie płakał z bólu. Oczywiście nie jest to ani trochę zawieszenie komfortowe, po prostu jest typowo sportowe, odpowiednio sprężyste i pozwalające idealnie czuć to co dzieje się z autem. Dzięki symetrycznemu napędowi 4×4 nie ma mowy o jakiejkolwiek utracie trakcji przy ruszaniu a koła dają wspaniałą informację zwrotną do rąk kierowcy. Jeśli ktoś lubi trochę przyszpanować i boli go to, że nie spali kapcia ani nie ruszy w kłębach dymu spod kół to Subaru broni się jedną niesamowitą rzeczą, która jest niezmienna od zawsze — niepowtarzalną ścieżką dźwiękową. Cudowne basowe brzmienie na niskich obrotach, które przechodzi w całkiem przyjemny jazgot po przekroczeniu 3 tys. obrotów robi wrażenie. Nie ma już jednak sytuacji gdzie nawet wyposażone w seryjny wydech WRX STI budzi całe osiedle. Mimo tego, że we wnętrzu auta dźwięk słychać bardzo, bardzo wyraźnie nie jest on męczący dla uszu. W dłuższej trasie te basowe tony i mruczenie na niższych obrotach działają na kierowcę kojąco. Chyba, że ktoś nie lubi jakiegokolwiek dźwięku silnika ale wtedy nawet nie pomyśli o kupnie Subaru, więc nie ma po co się nad tym rozwodzić. Z kolei fani melodii granej przez samochodowe wydechy uwolnią z pewnością resztki potencjału, który drzemie w tym układzie, montując markowy wydech z jakiegoś katalogu tuningowego. Niebawem ulice będą przecież pełne bezdźwięcznych samochodów elektrycznych, warto więc docenić takie melodie.

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Ostatecznie jestem pod ogromnym wrażeniem tego samochodu. Mimo, że ugrzeczniony to wciąż wyzywający. Jeśli ktoś chce, to za 6000 zł może z powrotem mieć wielki, klasyczny spoiler na tylnej klapie i myślę, że to opcja obowiązkowa dla każdego fana tego modelu. Co do cen — za 200 000zł dostajemy auto kompletne, w najbogatszej wersji wyposażenia. Nie jest to zła cena biorąc pod uwagę, że samochód po zaprzestaniu produkcji Mitsubishi Lancera EVO nie ma konkurencji. Porównywać go z hot-hatchami o podobnej mocy nie warto, chociaż pewnie ktoś zaraz powie, że Golf R jest również funkcjonalny, też ma 300 koni i napęd na 4 koła. Jednak to mimo wszystko inny typ samochodu. Porównywać Subaru WRX STI z autami typu coupe też za bardzo nie ma co, wszak one mogą przewieźć komfortowo jedynie 2 a tutaj bawić się może cała paczka przyjaciół. Jedyny w swoim rodzaju, totalnie niszowy i nieporównywalny samochód za 200 tysięcy? Dobra oferta. WRX STI ma jeszcze jeden argument — spalanie. Czy 12 l/100km w cyklu mieszanym to zły wynik? Z pewnością w trasie można zejść poniżej 10 litrów. To tak na zachętę — dla niezdecydowanych.

Prawda, że bez spoilera jakoś łyso?

W tym miejscu pragnę podziękować firmie Multisalon Reiski z Bydgoszczy, która spowodowała, że Subaru WRX STI wpadło w moje ręce.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Blogi:

Volkswagen Multivan T6 2.0 TDI Generation Six Oszczędni czy głupi kierowcy? Dopuszczalna prędkość może być równie niebezpieczna jak nadmierna Spalanie rzeczywiste, czyli jak „oszukuje” komputer pokładowy Co słychać w świecie aukcji klasyków? Tydzień z Nissanem Leaf - dziennik użytkownika samochodu elektrycznego Ubezpieczenie OC, a szkoda całkowita Historia Hot-Rodów - część 1 Spalanie rzeczywiste - czyli: osobisty współczynnik spalania Sprzedaż aut osobowych klientom indywidualnym - październik 2015 Tylko trzy systemy aktywnego bezpieczeństwa będą dostępne w samochodach Rozwiązanie problemu niskiej popularności Formuły 1 Honda ma ogromny dylemat, a Formuła 1 problem Dekotora - statki kosmiczne na kółkach SsangYong Tivoli 1.6 2WD Sapphire - test [wideo] Citroën C-Elysee Aston vs Lambo Opel Insignia 2.0 CDTi Honda Civic Zapinanie pasów – sprawa prywatna czy publiczna? Time attack w Japonii Maciek testuje - Škoda Superb III 2.0 TDI L&K Ścigając północ - historia Mid Night Club Spontaniczny weekend w Brukseli – wizyta w muzeum Autoworld!

Popularne w tym tygodniu:

Renault Clio R.S. 220 Trophy – test [wideo]